Biebrzańska zima z Sigmą C 150-600mm

Ty klępo, czy jak kto woli: Ty klempo! Za użycie tego zwrotu mój znajomy dostał kiedyś po buzi. Ja zaś zastanawiam się, skąd wziął się negatywny wydźwięk tego powiedzenia. Klępa bowiem to… samica łosia – zwierzę piękne i bardzo wdzięczne. Łosiową kobietę można nazwać także „łosza”. Chcąc zatem urazić kogoś w sposób subtelny można wycedzić: „Ty łoszo!” Korzyść jest ewidentna. Te nazwę mało kto zna, jest więc szansa, że ujdzie nam to na sucho… Skąd te rozmyślania? Zacznijmy od początku…

Miniony weekend należał do zimnych, jak na mnie: bardzo zimnych. Mimo to zdecydowaliśmy się na wypad nad Biebrzę. To miejsce magiczne – także o tej porze roku. Opłaciło się już na wyjeździe z miasta W pierwszy dzień nowego roku o 8:00 rano miasto wyglądało na wymarłe. Odcinek, który pokonujemy „normalnie” w półtorej godziny, udało się nam przejechać w 15 minut! Zimy nie lubię. Zimna też. Mimo to nie bardzo wyobrażam sobie te porę roku bez śniegu. Tego jednak w Warszawie nie było… Słońce towarzyszyło nam przez całą drogę. Jednak pod Białymstokiem pojawiły się pierwsze zwiastuny prawdziwej zimy. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami i zaczął padać śnieg, otulając zmarznięty las cienkim, białym płaszczem. Skrzypiało pod nogami, bowiem o świecie dnia następnego temperatura odczuwalna spadła poniżej minus 20 stopni Celsjusza. Znów świeciło słońce a drobne, śniegowe iskierki błyszczały na ziemi i fruwały w powietrzu. Nie łatwo było zwlec się z łóżka wcześnie rano i w taki mróz, ale matka natura wynagrodziła nam to sowicie! Zaraz po wjechaniu na Carską Szosę ujrzeliśmy piękną… łoszę z dwoma młodymi łoszakami, za którymi majestatycznie kroczył ojciec (czyli byk). Takich sytuacji mieliśmy tego dnia wiele. Poranek i późne popołudnie to najlepsza pora do obserwacji tych pięknych zwierzaków. Na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego żyje ich obecnie około 800. Dojrzały łoś mierzy ponad 2 metry, od 2 do 3 metrów długości i może ważyć ponad pół tony! Zima to dla łosi okres oczekiwania na potomstwo. Okres godowy zakończył się w listopadzie. Po nim samce zrzuciły poroże a nowe pojawi się na ich głowach dopiero wiosną lub wczesnym latem. Młode łoszaki przyjdą na świat w maju i pozostaną z matką przez rok lub dwa. Póki co ciężarnym klępom towarzyszy potomstwo urodzone wiosną ubiegłego roku… Zimą łosie opuszczają bagna i często można je zobaczyć w lasach sosnowych, jakich nad Biebrza jest wiele. Podstawę ich zimowej diety stanowi kora oraz pędy sosny. Łosie nie pogardzą także korą i młodymi pędami osiki oraz pędami brzóz czy wierzb. W okresie zimy zwierzęta często przekraczają drogi, mogąc stanowić zagrożenie dla ruchu kołowego. O tym zagrożeniu przypominają w Biebrzańskim Parku Narodowym liczne tablice informacyjne oraz znaki ograniczające prędkość poruszania się po drodze.

Do podglądania mieszkańców lasu przydaje się dobra lornetka bądź luneta, do fotografowania zaś długi obiektyw typu zoom. W naszym plecaku znalazła się tym razem Sigma C 150-600mm f5-6.3 DG OS HSM. To jedno z najnowszych i najdłuższych szkieł, oferowanych przez japońskiego producenta. I właśnie te 600mm odegrało tutaj kluczową rolę. Mogliśmy bowiem fotografować zwierzęta ze sporej odległości nie płosząc ich. Zimowe słońce znajduje się – zwłaszcza rano i po południu – relatywnie nisko nad horyzontem. To powoduje, że ilość światła w gęstym lesie była dość ograniczona. Zmuszeni byliśmy używać zatem wyższych wartości ISO. Większość zdjęć wykonywaliśmy na ogniskowych w przedziale 400-600mm. Należy jednak zauważyć, że skutecznym remedium na wszelakie poruszenia obrazu okazała się wybornie działająca stabilizacja obiektywu. Dodatkowym atutem jest też stosunkowo niewielki – jak na ten zakres ogniskowych – ciężar obiektywu. Mimo pokaźnego rozmiaru Sigmą C 150-600mm fotografuje się wygodnie, zaś jakość otrzymanych zdjęć zadowoli nawet bardzo wymagających użytkowników.

Zimowy wypad nad Biebrzę okazał się być przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Jedyną rzeczą, jakiej można było sobie życzyć to… nieco wyższa temperatura powietrza i mniejszy wiatr. Bez rękawiczek utrzymanie monopodu graniczyło w miniony weekend z cudem. Nawet w rękawiczkach robiło się lodowato już po kilku minutach. Obiektyw wytrzymał te ekstremalne warunki znaczniej lepiej niż fotografowie. Autofokus pracował szybko, płynnie i bardzo celnie, zaś stabilizacja poradziła sobie nawet z ujęciami wykonywanymi tuż przed zmrokiem. I choć było naprawdę zimno, to było tez pięknie… Niebawem powrócimy nad Biebrzę znów. Za około dwa miesiące rozpoczną się bowiem ptasie przyloty. I w tym przypadku Sigma 150-600mm może okazać się niezastąpionym narzędziem do fotografa natury…


Tagi artykułów:
·
Kategorie artykułów:
Inspiracje
Polubienia:
80

Komentarze

Zostaw komentarz

lub