Jarmark Dominikański Sigmą ART 50mm f1.4 DG HSM.

W Gdańsku zakończył się niedawno tegoroczny Jarmark Dominikański. Tradycja Jarmarku św. Dominika liczy sobie już ponad 750 lat. Został on ustanowiony bullą papieża Aleksandra IV w roku 1260. Od tego czasu organizowany jest w Gdańsku w sierpniu każdego roku. Zakon Dominikanów został założony w 1216 roku we Francji przez Dominika Guzmana. 11 lat później, w Gdańsku powstał klasztor Dominikanów. Ojcem tej inicjatywy był Święty Jacek, uczeń samego mistrza – świętego Dominika. To właśnie klasztorowi Dominikanów zawdzięczamy powstanie Jarmarku. Jego rozpoczęcie oznajmiały wszystkie dzwony miejskie. Początkowo Jarmark odbywał się na Placu Dominikańskim. Gdy jednak zaczął się rozrastać, przeniesiono go w okolice Wałów Jagiellońskich oraz ulicy Długiej. Można tu było nabyć kaszubską ceramikę, czeskie szkło, toruńskie pierniki, rosyjskie futra, bursztyny – słowem wiele rzeczy wartościowych oraz przedmiotów codziennego użytku. Na Jarmarki przybywało do Gdańska nawet 400 statków zaś interesy prowadzono w wielu językach. Plac Dominikański szybko stał się za mały i na potrzeby handlowania zaczęły powstawać inne place targowe: Drzewny, Sienny, Węglowy czy Rybny. Ich nazwy pochodziły głównie od towarów, jakimi tu handlowano. Jarmark świętego Dominika stał się ważnym wydarzeniem w życiu miasta. Pojawiało się na nich wielu zamożnych gości a nawet sam król. Dla gdańszczan najbardziej pamiętny był jednak jarmark w roku 1310, kiedy to – korzystając z nieobecności w mieście króla Władysława Łokietka – Krzyżacy po raz pierwszy złupili miasto, mordując część kupców i ludności, przebywających na Jarmarku. Przez kilkaset lat w sierpniowe dni w Gdańsku robiło się gwarno. Dopiero II Wojna Światowa spowodowała, że Jarmark zniknął z kalendarza imprez i to na całe 33 lata. powrócił w roku 1972. Zgodnie z tradycją, otwarcie Jarmarku obwieszcza 100 osób grających jednocześnie na największym (10 metrów średnicy) i najcięższym (3-tonowym) bębnie świata. Po tym już otwierają się kramy artystów, rzemieślników, kolekcjonerów i antykwariuszy, którzy zjeżdżają do Gdańska z Polski i innych zakątków świata…

Jarmark budzi mieszane uczucia. Bo choć to impreza historyczna i od wieków na stałe wpisana w kalendarz wydarzeń, to skutecznie paraliżuje życie tej części miasta. Wraz z nieprzebranymi tłumami wystawców i odwiedzających na ulicach pojawiają się korki, panuje ciasnota na parkingach oraz drożyzna w sklepach i okolicznych hotelach. Tysiącletnie, piękne miasto nad Motławą wypełniają niezbyt estetycznie wyglądające stragany oraz tysiące „dodatków specjalnych”: szmacianych parasoli reklamujących piwa wszelkich marek, plastikowych stolików i krzeseł, upiornych reklam na drewnianych tablicach, stoisk w hot-dogami, wszędobylskich towarów Made in China i śmieci wysypujących się z wypełnionych po brzegi koszy… A mimo to Jarmark warto odwiedzić! Z drugiej strony bowiem to miejsce, gdzie można poczuć powiew historii, zakupić antyczne meble, znaleźć ciekawe elementy wystroju i gadżety z minionych lat no i przede wszystkim zrobić dużo ciekawych zdjęć! Wystawcy mają wiele cierpliwości do fotografujących i często pozwalają robić zdjęcia. Warto jednak zachować się kulturalnie i poprosić o zgodę na fotografowanie. Grzeczność i odrobina taktu zawsze popłaca – w ciągu 3 dni nie zdarzyło mi się ani razu, aby ktokolwiek odmówił mi zgody na sfotografowanie figurki, starego wieszaka, aparatu fotograficznego, ozdób a nawet biżuterii…

Na kompana mojej podróży wybrałem Nikona D610 oraz jasny, stałoogniskowy obiektyw serii ART: Sigmę 50mm f1.4 DG HSM. W torbie gnieździła się awaryjnie 35-tka serii ART oraz 85-tka f1.4 EX DG HSM. Te dwa okazały się jednak zbędne i zdecydowaną większość zdjęć zrobiłem używając 50-tki. Przyczyn było przynajmniej kilka. Po pierwsze do każdego fotografowanego przedmiotu można było blisko podejść, zatem nie było potrzeby używania dłuższego obiektywu. Po drugie, 35-tka okazała się nieco za szeroka ja zaś nie chciałem łapać w tle niekoniecznie urokliwych skrzyń i opakowań na towary, namiotów czy foteli z siedzącymi na nich sprzedawcami. W końcu zaś Sigma 50mm f1.4 ART ma niebywałe po prostu rozmycie tła a to było mi bardzo potrzebne w przypadku… fotografii portretowej. Bo czymże innym jest wyłuskiwanie z tłumu małych przedmiotów, laleczek, figurek i drobnych ozdób przyciągających oko odwiedzającego? Sami zresztą popatrzcie… 🙂

Pliki pełnej wielkości można obejrzeć tutaj a do Gdańska naprawdę warto zajrzeć nawet po Jarmarku… 🙂


Tagi artykułów:
·
Kategorie artykułów:
Inspiracje
Polubienia:
75

Zostaw komentarz

lub